Aktualności
Różne strony aktywności mieszkańców Lubasza
Zdrowy tryb życia, to bardzo popularny kierunek w ostatnich latach. Odżywianie, aktywność fizyczna, domowe spa, dla niektórych może być wręcz pasją. O sportowej rywalizacji, dyscyplinie „ludzi z żelaza”, początkach, morsowaniu w jeziorze Lubaskim i jego powodach, z Markiem Koplinem rozmawia Szymon Szwed.
Marek kiedy w Twoim życiu, pojawiła się ponadprzeciętna potrzeba aktywności fizycznej?
Myślę, że trzeba najpierw zacząć, od tego dlaczego w ogóle ta aktywność się pojawiła u mnie w życiu. Szczerze, to już nie pamiętam, chyba sam to wyparłem, bo miałem jakieś +20kg więcej, i nie wyglądałem wtedy dobrze, ale też nie czułam się z tym fajnie. Jednak sama potrzeba aktywności wynikała z tego, że jakieś 12 lat temu postanowiłem zmienić coś w swoim życiu. Ciągła gonitwa za sukcesem w życiu zawodowym, spowodowała, że przestałem dbać o siebie. Złe nawyki żywienia, ciągły stres spowodowały, że czułem się źle, nie miałem też czasu dla rodziny i dla siebie. Początkowo sport, to była dla mnie ucieczka od tego co działo się w mojej głowie. Aktywność sportowa powodowała u mnie tzw. „reset głowy”. Trener dobrał dla mnie zbilansowany plan odżywiania, zmieniłem także moje nawyki żywienia, co przyczyniło się stopniowo do utraty kilogramów. Dzięki temu moje treningi mogły być bardziej efektywne. Później jak to zazwyczaj bywa „uzależniłem się” od sportu, i chciałem się sprawdzić w zawodach biegowych, a później też w triathlonie.
Dyscyplina „ludzi z żelaza” – triathlon, jak wyglądała Twoja przygoda z tym sportem, jakie wrażenia i co uważasz za swoje życiowe osiągnięcia?
Triathlon to faktycznie dyscyplina „ludzi z żelaza”, przekonałem się o tym na własnej skórze. Najlepiej ukazuje też, to czym Triathlon jest - historia Jerzego Górskiego - Legenda Triathlonu w Polsce – którego przygodę w tej dyscyplinie opisuje film „Najlepszy” z 2017r. Jakieś 20 lat temu jak byłem dzieciakiem, w Lubaszu odbywały się także Mistrzostwa Polski w Triathlonie, gdzie sam obstawiałem trasę, mam jeszcze gdzieś koszulki okolicznościowe i podziwiałem tych wspaniałych ludzi jak zmagają się ze swoimi słabościami. Już wtedy coś we mnie się zapaliło, ale widocznie musiałem poczekać na swój moment. Jak wcześniej wspomniałem, było to dla mnie sprawdzenie siebie samego: czy dam rade? Uważam, że to dyscyplina dla ludzi mocnych nie tylko fizycznie, ale także odpornych psychicznie. Czy taki byłem? Myślę, że to triathlon sprawił, że teraz jestem tu gdzie jestem. Pytasz o wrażenia… to uczucie po przepłynięciu 1 km w Zatoce Gdańskiej, gdzie zostało jeszcze 900metrów do pokonania i myśl: „Człowieku na co ty się dałeś namówić”. Później jeszcze tylko 90km rowerem i 21km biegu, w sumie 113km i upragniona meta. Ponad 5h walki z samy sobą, żeby już zejść z trasy, zakończyć, albo się poddać. Jedna rzecz nie pozwoliła mi zejść z trasy - Szacunek do samego siebie – w końcu tyle przygotowań, treningów na nic? Gdy już do mety zostaje 200…100…50… czy 10 metrów nic nie jest w stanie opisać radości i dumy, niezależnie od czasu w jakim to zrobisz. Największe moje osiągnięcie – to ukończenie 3 lata z rządu zawodów IronMan 70.3 na dystansie tzw. „połówki”, poprawiając przy tym w ostatnim roku wynik czasowy o 60min w stosunku do mojego pierwszego startu.
Wróćmy do „uzależnienia” od sportu?
Jak ze wszystkim co powoduje wyrzut dużej ilości tzw. hormonu szczęścia, czyli endorfin. Nie mam tu wątpliwości, że tak jest, ale jest to zdrowe uzależnienie w moim przypadku. Nie wyobrażam sobie tygodnia bez jakiejkolwiek aktywności. Bieg dookoła jeziora, czy przejażdżka rowerem, sprawia mi wiele radości i powoduje, że bardziej mi się chce żyć.
Jeszcze jakiś czas temu, kąpiący się zimą w jeziorze Lubaskim ludzie wzbudzali zaskoczenie. Czy patrząc na coraz większą grupę morsów, można powiedzieć „jutro będą was miliony”? Jak to się zaczęło i jakie morsowanie daję efekty?
Miliony to może nie, ale setki – czemu nie. Morsować zacząłem 3-4 lata temu, na początku było nas 2-3 osoby, później znajomi przyprowadzali swoich bliskich i tak dziś jest nas ok. 30-40 osób, morsujących co tydzień w niedzielę w godzinach przedpołudniowych. Natomiast nieformalna grupa Lubaskich Morsów liczy niecałe 70 osób. Są tam zarówno osoby z gminy Lubasz, oraz mieszkańcy m.in. Czarnkowa, Śmieszkowa, czy Tarnówka. Morsowanie ma wiele zalet. Regularne dostarczanie organizmowi zimnych bodźców, powoduje zwiększenie tolerancji na zimno jaki i wahania temperatury otoczenia czyli lepszą adaptację. Wpływa także na: redukcję masy ciała, poprawę odporności, podwyższenie poziomu antyoksydantów, obniżenie poziomu cukru we krwi i poprawa insulinowrażliwości, wygładzenie i ujędrnienie skóry, lepsze samopoczucie i lepsze pokłady mocy.
Jak oceniasz warunki Lubasza i okolic, dla ludzi którzy chcą prowadzić aktywny tryb życia?
Lubasz posiada wspaniałe warunki, sprzyjające prowadzeniu aktywnego stylu życia. Każdy tu znajdzie coś dla siebie. Ogromnym atutem jest jezioro, nad którym życie toczy się cały rok, począwszy od fanów letnich sportów wodnych i letnich kąpieli, poprzez wędkarzy, spacerowiczów, chodziarzy Nordic Walking kończąc po morsów korzystających z wody zimą. Dodatkowo posiadamy wiele wspaniałych terenów Leśnych, z zabytkami kultury oraz urozmaiconym krajobrazem, gdzie mamy iście górskie przewyższeniami terenów, jak np. okolice zamku w Goraju.
Finanse i bankowość to Twój kierunek studiów, rozumiem że mieliście rozbudowaną ofertę zajęć sportowych? Zawodowo, teraz łączysz pasję z pracą?
Tak ukończyłem ten kierunek ze specjalizacją Zarządzania Finansami Firmy, zajęć sportowych jednak tam nie było, czego żałuję. Obecnie moja pasja do sportu wpisuje się świetnie w to co robię zawodowo. Razem z żoną Elwirą prowadzimy Klub Zdrowego Stylu Życia, w którym uczymy zdrowych nawyków żywienia oraz ćwiczymy z naszymi podopiecznymi, przy okazji zmieniając ich w „lepszą wersję siebie”. Przede wszystkim pokazujemy jak zmniejszyć nadmiary w diecie talerzowej, a jednocześnie w jaki sposób uzupełnić niedobory. Działamy teraz głównie on-line, poprzez media społecznościowe i platformy internetowe. Wiemy jak ważne jest odżywianie i jak duży wpływ ma na prawidłowe funkcjonowanie naszego organizmu. Uczymy tego naszych podopiecznych oraz szkolimy innych trenerów, którzy później tak jak my zaczynają czynić świat zdrowszym i szczęśliwszym.
Czy stawiasz sobie jakieś cele związane z aktywnością? Co poradziłbyś ludziom, którzy chcą zmienić swój styl życia?
Mój cel, który troszkę został oddalony, poprzez panujące ograniczenia w organizacji imprez sportowych, to start na pełnym dystansie zawodów triathlonowych Ironman, a takie „skromne” marzenie to start w Mistrzostwach Świata na tym dystansie na Hawajach. Każdy, kto myśli o zmianie swojego stylu życia powinien wiedzieć o jednej najważniejszej zasadzie 80/20. Co oznacza, że na odpowiedni rezultat ma wpływ 80% odżywiania i 20% aktywności fizycznej. Trzeba się skupić przede wszystkim na zbilansowanym odżywianiu, które dopiero w połączniu z umiarkowaną aktywnością na pewno przyniosą zamierzone efekty.
W swojej pasji masz wsparcie rodziny, jak ustalacie grafik sportowych zajęć?
Zgadza się, wsparcie rodziny, domowników to połowa sukcesu. U nas w domu z zasady, każdy szanuje to co robi druga osoba i nawet jak pomóc nie może – to nie przeszkadza. Tak poważnie, to staramy się większość aktywności robić wspólnie, na tyle na ile się da. Przydaje się tutaj praca z kalendarzem, zrobienie grafiku i także wykorzystanie luk czasowych. Przykładowo gdy ja jadę na morsowanie, żona i synek jadą ze mną nad jezioro i zabieramy psa żeby też się wybiegał, dzięki czemu spędzamy ten czas razem. Jak zawożę syna na trening piłkarski – w czasie jego treningu (45-50min) ja robię mój trening biegowy. Tak naprawdę im więcej mamy zadań do zrobienia w ciągu dnia, tym lepiej udaje nam się gospodarować czasem który mamy.
Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych wspaniałych działań.














